W miniony piątek 7 marca doszło do pożaru w tartaku w Bielawie Dolnej. Zapytaliśmy Oficera Prasowego KP PSP w Zgorzelcu o przebieg akcji gaśniczej, która przebiegła bardzo sprawnie, dzięki czemu udało się zapobiec rozprzestrzenieniu się ognia, co w takim miejscu jak tartak, mogło skończyć się naprawdę ogromnym pożarem.
Dostaliśmy informację o godzinie 15:28, że w tartaku w Bielawie Dolnej zapaliło się poddasze. Natychmiast na miejsce zostały wysłane najbliższe jednostki, OSP z Pieńska, ale również wsparcie z Dłużyny i oczywiście zastępy straży pożarnej ze Zgorzelca. Po przybyciu na miejsce zdarzenia potwierdziliśmy pożar, paliły się trociny w suszarni, pożar rozprzestrzenił się w kierunku poddasza, konkretnie zajęła się membrana znajdująca się pod poddaszem. Strażacy natychmiast podali jeden prąd wody, po dojeździe kolejnych zastępów straży pożarnej, po dojeździe kolejnych samochodów gaśniczych podaliśmy kolejny prąd wody, łącznie podaliśmy trzy prądy wody w natarciu. Pożar został szybko zlokalizowany, a następnie ugaszony. To ugaszenie wymagało też dotarcia do ukrytych zarzewi ognia, mam na myśli przede wszystkim te trociny, które się paliły, trzeba było to wszystko dobrze sprawdzić i przelać wodą, żeby żadne ukryte zarzewie ognia nie wznowiło tego pożaru. Działania trwały prawie trzy godziny i zostały zakończone o 18:27. Łącznie w akcji udział brały cztery jednostki OSP KSRG — trzy jednostki ze Zgorzelca i jedna jednostka spoza KSRG.
– poinformował nas st. kpt. mgr inż.Grzegorz Fleszar.
Dzięki bardzo sprawnej pracy strażaków udało się ocalić sporą część mienia. Akcja przebiegła tak szybko, że wielu ludzi nie wiedziało, co się stało, bo nie widzieli nawet dymu. Paliły się trociny w suszarni, nie znamy konkretnej przyczyny pożaru, ale jest to bardzo łatwopalny materiał, a w połączeniu z dużym nasłonecznieniem mogło istnieć ryzyko zapalenia się.
Fot. OSP Pieńsk








