Wczesnym rankiem 7 kwietnia działacze Greenpeace wtargnęli na teren Kopalni Turów w Bogatyni. Rozpoczął się protest trwający łącznie prawie 40 godzin. Aktywiści zajęli koparkę kołową K-22, blokując jej pracę, pisaliśmy o tym TUTAJ.
Do sprawy błyskawicznie odniosła się wtedy spółka PGE GiEK wydając komunikat prasowy:
„Spółka PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A. informuje, że Greenpeace wyrażając w ten sposób swoją własną opinię naraża zdrowie i życie zarówno protestujących, jak i pracowników PGE GiEK. Działania aktywistów spowodowały wstrzymanie pracy koparki, co ma swoje konsekwencje w wydobyciu węgla. Służby PGE GiEK wyceniają straty finansowe, jakie w wyniku zatrzymania pracy poniosła spółka”.
Teraz Turów liczy straty i jak informuje Radio Wrocław, te mogą przekroczyć nawet pół miliona złotych.
„Maszyna stała przez dokładnie 37 godzin i 11 minut od 7 kwietnia od 4:26. Straty wydobywcze z tym związane są przez nas liczone, jak i finansowe. To się przekłada wprost na zmniejszone w tym okresie wydobycie węgla” – podaje dyrektor kopalni Przemysław Kozłowski w rozmowie z RW.
Protestujący dobrowolnie oddali się w ręce policji po zakończeniu akcji. Grozi im kara grzywny oraz do roku pozbawienia wolności.
Źródło: Radio Wrocław
Fot. Greenpeace






