Na kilka dni przed niedzielnymi wyborami prezydenckimi 2025, w internecie pojawiła się fala spotów o wyraźnym przekazie politycznym. Kampania prowadzona była przez anonimowe profile, bez podpisu komitetu wyborczego, a jej ton uderzał w dwóch kandydatów: Sławomira Mentzena i Karola Nawrockiego. Z drugiej strony – przekaz jednoznacznie korzystny był dla Rafała Trzaskowskiego.
Zgodnie z danymi z biblioteki reklam Meta, na promocję tych materiałów wydano setki tysięcy złotych. Nie wiadomo jednak, kto konkretnie za nie zapłacił – a tropy prowadzą poza granice Polski.
Fundacja zaprzecza, ale ślady prowadzą do Wiednia
W śledztwie dziennikarzy Wirtualnej Polski pojawia się fundacja Akcja Demokracja, której przedstawiciele mieli pomóc w zorganizowaniu udziału statystów w nagraniach. W oświadczeniu zaznaczono, że „zrobiono uprzejmość firmie zewnętrznej”.
Jak ustalili dziennikarze, chodzi o Estratos Digital GmbH z siedzibą w Wiedniu. Na jej czele stoi Ádám Ficsor – były minister ds. służb specjalnych na Węgrzech, który w rządzie Gordona Bajnaia odpowiadał m.in. za nadzór nad wywiadem. Jego udział w projekcie medialnym związanym z polską kampanią prezydencką rodzi pytania o intencje i zakres wpływu.
Treść, która bardziej wzrusza niż informuje
Spoty publikowane na profilach „Wiesz Jak Nie Jest” i „Stół Dorosłych” przypominały raczej rozmowy zwykłych ludzi niż klasyczną kampanię wyborczą. Jednak przekaz był jednoznaczny – Trzaskowski jako kandydat nowoczesności, kontrastowany z rywalami przedstawianymi jako zagrożenie i przeszłość.
W wielu przypadkach bohaterowie filmów to osoby związane z trzecim sektorem, a niektórzy – jak wynika z ustaleń – nie byli świadomi, kto naprawdę stoi za produkcją materiałów.
Reklamy bez twarzy, pieniądze bez pochodzenia
Zgodnie z danymi Meta, część kampanii prowadzona była z kont spoza Polski, choć materiały trafiały do polskich odbiorców. Wydatek przewyższał nakłady wielu oficjalnych komitetów wyborczych. Kampania nie była ukryta – ale również nikt się pod nią nie podpisał.
Reakcja służb i wzajemne oskarżenia
Do sprawy odniosły się instytucje państwowe. NASK wskazał, że zaangażowane konta reklamowe wydały na promocję więcej niż jakikolwiek oficjalny komitet. O możliwym wpływie z zewnątrz poinformowano także Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski mówił wprost o „setkach tysięcy złotych z zewnątrz”.
Na scenie politycznej zawrzało. Prawo i Sprawiedliwość zapowiada zawiadomienia do prokuratury i PKW, zarzucając opozycji „czarny PR”. Koalicja Obywatelska odpowiada, że może to być prowokacja wymierzona w Trzaskowskiego.
Zasięg? Również na Łużycach
Choć kampania miała charakter ogólnopolski, reklamy trafiały także do odbiorców w naszym regionie – na terenie Zgorzelca i okolicznych miejscowości. Użytkownicy portali społecznościowych mogli być mimowolnie odbiorcami treści o charakterze wyborczym, których autorów nigdy nie poznają.
W czasach, gdy reklamy są personalizowane, a przekaz polityczny opiera się na emocji, szczególnie ważna staje się świadomość odbiorcy. Nie wszystko, co wygląda jak spontaniczny głos obywatela, rzeczywiście nim jest.
Wybory już w niedzielę. Zanim zagłosujesz – sprawdź, kto naprawdę mówi do Ciebie z ekranu
Wybory prezydenckie odbędą się w niedzielę, 18 maja. Przed nami ostatnie dni kampanii, która – jak pokazuje ten przykład – nie zawsze prowadzona jest w sposób transparentny.
Zanim oddasz głos, sprawdź, kto naprawdę stoi za przekazem, który widzisz w sieci.






