Zapowiedziane na 6 lipca referendum w sprawie odwołania Wójta Piotra Machaja oraz Rady Gminy Zgorzelec wywołuje ogromne emocje wśród lokalnej społeczności i samego wójta. Atmosfera wokół tej sprawy jest coraz bardziej napięta, a działania podejmowane przez niektóre osoby i instytucje tylko potęgują kontrowersje.
Na początku, podczas sesji Rady Gminy, Wójt Piotr Machaj dobitnie zasugerował, że radni, którzy popierają referendum, powinni złożyć rezygnacje ze swoich funkcji. To mocne i kontrowersyjne słowa. Jednak to nie koniec. Wkrótce potem rozpoczęła się kontrkampania, której ton można określić jako mocno antydemokratyczny. Wprost namawia się w niej mieszkańców do niebrania udziału w referendum, które nazywa się „populistycznymi zagrywkami”. Takie działania są nie tylko nieetyczne, ale także naruszają podstawowe zasady demokratycznego procesu.
Obecnie, na polecenie Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu, w całej gminie zrywane i niszczone są plakaty informujące o referendum. Zamiast tego pojawiają się plakaty z hasłem: „Popieram Wójta i Radę Gminy, dlatego nie idę na referendum”. Taki obraz sytuacji budzi poważne zaniepokojenie – plakaty referendalne, które są oficjalnym materiałem wyborczym, zgodnie z obowiązującymi przepisami, podlegają ochronie prawnej. Oznacza to, że nie można ich samowolnie niszczyć ani usuwać. Wczoraj o tej sprawie poinformowano policję, licząc na podjęcie odpowiednich działań.
Tymczasem, również wczoraj (sic!), na stronie internetowej GOKiS pojawił się komunikat dotyczący warunków plakatowania na słupach ogłoszeniowych. W dokumencie tym czytamy, że „Zarządca słupów ogłoszeniowych w imieniu właściciela mienia ma pełne prawo do podjęcia niezbędnych działań w celu niezwłocznego usunięcia treści zamieszczanych niezgodnie z zasadami określonymi w w/w uchwale”.
Czy nie można było po prostu, z szacunkiem i odrobiną ludzkiego podejścia, zwrócić się do inicjatora referendum i poinformować go, że plakaty zostaną usunięte, jeśli nie spełnią wymogów formalnych? To przecież delikatna i ważna sprawa dla mieszkańców gminy. Niszczenie materiałów to jasny komunikat, że wpływowa, wielka machina urzędowa nie bierze jeńców.
Wydaje się, że w tej sytuacji nie wszyscy przestrzegają zasady fair play. Zamiast dialogu i wzajemnego szacunku, mamy do czynienia z działaniami, które mogą tylko pogłębiać podziały i niepokój w społeczności. Mamy nadzieję, że w przyszłości uda się znaleźć bardziej ludzkie i konstruktywne rozwiązania, bo przecież chodzi o wspólne dobro i szacunek dla każdego mieszkańca.












