Ranną młodą sarnę znaleziono we wtorek (18 listopada). Nie mogła się przemieszczać, było widać problem z poruszaniem tylnymi kończynami. Mężczyzna, który znalazł zwierzę zareagował natychmiast, zostawił wodę do picia, następnie powiadomiono służby i urzędy. Niestety, nastepnego dnia zwierzę wciąż leżało ranne, w tym samym miejscu. Pomoc zorganizowało dopiero okoliczne schronisko.
O sprawie opowiedziała nam Pani Arletta Pyrka, która pracuje w schronisku w Dłużynie Górnej. Wczoraj wpłynęło do nich zgłoszenie o potrąconej, żywej sarnie leżącej na polu między Łagowem a Pokrzywnikiem. Zwierzę miało znajdować się tam już od dnia poprzedniego. Informację zgłoszono zarówno policji, jak i starostwu powiatowemu.
Pani Arletta podjęła natychmiastowe działania. Początkowo próbowała skontaktować się z urzędem gminy, jednak o tej porze był on już nieczynny (Wcześniej jednak z gminą skontaktowali się ludzie, którzy znaleźli sarnę i na niewiele się to zdało: „Pani z Gminy Zgorzelec powiedziała, że jakby to zwierzę było martwe to wtedy zgłosiliby sprawę dalej…” – czytamy w komentarzu w mediach społecznościowych). Kolejnym krokiem był telefon do firmy Ekolog, która realizuje dla gminy umowę dotyczącą odbioru zwłok oraz zabezpieczania rannych zwierząt. Tam dowiedziała się jednak, że wskazany teren może należeć do powiatu, a powiat posiada umowę jedynie na odbiór martwych zwierząt. Tym samym sprawa „utknęła” między kompetencjami dwóch jednostek samorządowych.
Polecono skontaktować się z weterynarzem gminnym, jednak ten również nie był w stanie udzielić pomocy. Próba interwencji u dyżurnego policji potwierdziła wcześniejsze zgłoszenia — służby wiedziały o sprawie, lecz nie zapadła decyzja, kto powinien podjąć działania. Policja nie miała podstaw prawnych, by zabezpieczyć zwierzę, choć funkcjonariusz obiecał spróbować powiadomić służby leśne.
Ostatecznie, po wyczerpaniu wszystkich możliwych dróg, kierownik schroniska, Sylwia Rutkowska, skontaktowała się z ośrodkiem rehabilitacji dzikich zwierząt Klekusiowo. Kierownik ośrodka, Mieczysław Żuraw, zgodził się pomóc mimo braku jakiejkolwiek umowy z gminą czy powiatem — potrzebny był jedynie transport. Wolontariusze zorganizowali go prywatnie mimo późnej godziny.
Dzięki determinacji mieszkańców i pracowników schroniska sarenka trafiła do Klekusiowa, gdzie została zabezpieczona weterynaryjnie. Dziś ma przejść dalszą diagnostykę, w tym badanie RTG.
Przypadek ten pokazuje, jak bardzo brakuje jasnych procedur i sprawnej współpracy między jednostkami samorządowymi w sytuacjach dotyczących rannych dzikich zwierząt. Jednocześnie udowadnia, jak wiele może zmienić ludzka inicjatywa i empatia. Kilka tygodni temu pisaliśmy o rannej sarnie na terenie gminy Pieńsk – tam burmistrz poprosił o pomoc jednostkę OSP i to oni przetransporotwali zwierzę do Klekusiowa. Jak widać można sprawnie pomóc, ale najpierw trzeba tego chcieć.








