Temat wyłączenia części dwóch ulic w Zgorzelcu z zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych pojawił się na ubiegłorocznej, grudniowej Sesji Rady Miasta Zgorzelec, podczas dyskusji nad Uchwałą w sprawie ustalenia maksymalnej liczby zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży oraz w miejscu sprzedaży oraz w sprawie wprowadzenia odstępstwa od zakazu spożywania napojów alkoholowych na terenie miasta Zgorzelec.
Uchwała nr 70/2024 Rady Miasta Zgorzelec, która weszła w miejsce Uchwały nr 409/2018 mówi, że:
§ 4. 1. Wprowadza się odstępstwa od zakazu spożywania napojów alkoholowych na terenie miasta Zgorzelec wzdłuż prawego brzegu rzeki granicznej Nysy Łużyckiej w nieprzerwanym ciągu dwóch ulic tj. rozpoczynając od prawej strony ul. Daszyńskiego od nr 52 i lewej strony ul. Daszyńskiego od nr 91, a kończąc na prawej stronie ul. Wrocławskiej do nr 22 i lewej stronie ul. Wrocławskiej do nr 21.
Oznacza to, że już od wielu lat na Bulwarze Greckim i wzdłuż Nysy aż do ul. Wrocławskiej spożywanie alkoholu jest całkowicie legalne. Ta informacja zaskoczyła niektórych radnych. Nikos Rusketos i Tomasz Śnieżyk wprost wyrazili zaniepokojenie tym zapisem, a ten drugi wręcz zaproponował wyłączenie z głosowania § 4 tej uchwały, żeby takiego przyzwolenia nie było. Jednak uchwała ta obowiązuje od wielu lat i jak dotąd Przedmieście Nyskie nie przypomina wrocławskiej Wyspy Słodowej. Może dlatego, że mieszkańcy, podobnie jak radni, zwyczajnie nie mają świadomości, że tutaj „alkohol pod chmurką” jest dozwolony? I żeby nie było — my też nie wiedzieliśmy, a wy?
Czy to na plus dla miasta?
Z jednej strony wiadomo, że u naszych sąsiadów zza rzeki można swobodnie pić piwo na ławce, zachowując przy tym kulturę i porządek. Z drugiej zaś, nie ma co się oszukiwać, że polskie społeczeństwo ma problem z nadużywaniem alkoholu, na co reagują niektóre miasta, wprowadzając np. nocną prohibicję. Wszyscy wiemy, że podczas imprez typu Jakuby czy Sound System Street Festiwal na ul. Daszyńskiego możemy swobodnie spożywać alkohol i tak się dzieje. Po tych wydarzeniach szybko działają służby porządkowe i jest czysto. Czy potrafilibyśmy utrzymać taki sam porządek, gdyby imprezować tam codziennie? I co na to ludzie, którzy mieszkają w tej okolicy? Jedna czy dwie noce z imprezą pod oknem są do przeżycia, ale jeśli wiosną i latem zacznie tak wyglądać każdy wieczór lub weekend?
Wszystko jest dla ludzi, alkohol także. Pozostaje pytanie, czy będziemy umieć zachowywać się przy tym odpowiedzialnie i z kulturą, czy jak stado dzików i damy radnym argument, żeby faktycznie ten zapis w uchwale usunąć.








