Od 7 lipca Polska wprowadza tymczasowe kontrole graniczne na granicy z Niemcami. W rozmowie z naszą redakcją Burmistrz Zgorzelca Rafał Gronicz nie kryje obaw: obciążone ulice miasta, utrudniony dojazd do i z pracy dla wielu mieszkańców oraz ryzykowne wyzwanie dla lokalnej gospodarki. W rozmowie podkreśla, że graniczne napięcia najbardziej odczują zwykli ludzie, którzy od lat żyją i pracują po obu stronach Nysy Łużyckiej. Zapytaliśmy również o to, czy w związku z wprowadzonymi, nowymi kontrolami, nadal rozważa czasowe zamykanie Mostu Jana Pawła II.
Rafał Gronicz: Będę się przyglądał temu, co się dzieje w centrum miasta, jeżeli chodzi o dojazd do Mostu Jana Pawła II w Zgorzelcu, ponieważ nadal boję się, że po długich weekendach, czy świętach w Niemczech, na przejściu autostradowym dalej będą tworzyć się zatory, a tysiące samochodów, którymi ludzie pracujący w Niemczech i wypoczywający w Polsce wracają do miejsca pracy lub zamieszkania będą blokować ulice w Zgorzelcu, gdzie znajduje się alternatywne dla Jędrzychowic przejście graniczne. Będę się też uważnie przyglądał temu, co się będzie działo już przy wyjeździe ze Zgorzelca, ponieważ ciągle czekamy na decyzję o przebudowie Ronda im. Solidarności, które i bez kontroli granicznych korkowało się i korkuje, co szczególnie mocno odczuwalne jest pod koniec tygodnia, czyli czwartek, piątek, sobota. Teraz, kiedy na granicy oprócz niemieckich prowadzone będą także polskie kontrole, istnieje bardzo realne ryzyko, że alternatywne dla autostradowego przejście graniczne w mieście będzie wybierać jeszcze więcej kierowców niż dotąd. To może oznaczać dla nas kompletną blokadę miasta, czego się obawiam. Może się więc okazać, że zamykanie mostu będzie konieczne, żeby Zgorzelec mógł funkcjonować.
Jeżeli chodzi o kontrole graniczne wprowadzone przez Polskę, to mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem rząd. Premier zapowiedział przecież możliwość wprowadzenia kontroli już jakiś czas temu i teraz, wobec braku reakcji ze strony zachodnich sąsiadów, którzy przecież w maju swoje kontrole zaostrzyli, wprowadza zapowiedź w czyn. Skoro nasi sąsiedzi nie usiedli do stołu i nie podjęli rozmów w celu wspólnego wypracowania rozwiązań, które będą akceptowalne dla obu stron – gdzie choćby my wielokrotnie już sygnalizowaliśmy władzom Saksonii i bezpośrednio poprzedniemu kanclerzowi, że te kontrole zaburzają funkcjonowanie miasta i są powodem wielu problemów i obaw o bezpieczeństwo – to ja rozumiem, że polski rząd robi następny krok, który zapowiadał. Ja ten ruch rozumiem jako taki ruch, który ma spowodować, że wszyscy usiądziemy do stołu i zaczniemy rozmawiać, jak rozwiązać ten problem. Z drugiej strony wiem jednak, że 1/3 mieszkańców powiatu zgorzeleckiego pracuje po niemieckiej stronie. Ci ludzie już w tej chwili w niektóre dni poświęcają na dojazd do pracy dużo więcej czasu niż wcześniej, a w okresie powrotów po długich weekendach i świętach w ogóle nie mają szans przebić się na drugą stronę w jakimś rozsądnym czasie. Spędzają w korkach godzinę albo półtorej, żeby przejechać na drugą stronę. Teraz utrudnione będą mieli także powroty z pracy, co z pewnością stawia pod znakiem zapytania atrakcyjność zatrudnienia w Niemczech. Nie będzie to dobre ani dla Niemców, którzy mogą stracić pracowników, którzy przez wiele lat pracują w ich firmach, ani dla Polaków, którzy stracą dobrą, dobrze płatną pracę i perspektywy w naszym regionie. Korki i paraliż miasta są także problemem dla osób, które mieszkają pod Zgorzelcem, a pracują w mieście i dla samych mieszkańców miasta. Wszyscy teraz mają często problemy z punktualnym dotarciem do pracy, szkoły przedszkola lub dojazdem do domu etc. Teraz może być tych problemów więcej. To dla naszego miasta i okolic bardzo trudna sytuacja, bo dla wielu osób praca za granicą jest ważna i teraz kiedy narastają problemy jej atrakcyjność maleje, a w naszym regionie, z różnych przyczyn, o tak dobrze płatną pracę nie jest łatwo. Czekamy na decyzję związaną z transformacją węglową, ale to jest już inny temat.
Wprowadzenie kontroli granicznych przez Polskę ma być odpowiedzią na działania niemieckiego rządu. Jednak w praktyce to mieszkańcy przygranicznych miast, takich jak Zgorzelec i Görlitz, poniosą największe konsekwencje. Utrudnienia w ruchu, wydłużone dojazdy do pracy i zablokowana infrastruktura drogowa mogą poważnie wpłynąć na życie codzienne.






