Dwa tygodnie temu w lokalnych mediach społecznościowych zrobiło się głośno o sprawie konia, który przez kilka dni konał na łące jednego z gospodarzy w Małej Wsi Górnej w gminie Sulików. Koń miał wpaść do znajdującego się tam bagna. Po wyciągnięciu zwierzaka właściciel zostawił go leżącego na mrozie przez kilka dni i jak twierdzi sołtys Magdalena Maszko-Dziuruń – nie udzielił mu pomocy. W sprawę zaangażowane były władze gminy, policja oraz DIOZ. Pisaliśmy o tym TUTAJ.
Spotkaliśmy się z gospodarzem, do którego należał koń i jak się okazuje, ma on zupełnie odmienne stanowisko. Po pierwsze tłumaczy, że utknięcie konia w bagnie było wypadkiem, a nie jak mu się zarzuca — zaniedbaniem. Z jego wiedzy wynika, że u sąsiadów również zwierzęta pasą się na podmokłych terenach i nikt ich o nic nie oskarża. Po drugie twierdzi, że chciał udzielić pomocy zwierzęciu. Początkowo faktycznie zostawił mustanga w miejscu, bo ten miał już około 20 lat. Gospodarz liczył na to, że odpocznie i wstanie. Gdy tak się nie stało, szukał weterynarza, który przyjedzie na miejsce i udzieli pomocy. Niestety żaden z wydzwonionych przez niego lekarzy nie wyraził chęci, co jak nie ukrywa właściciel konia, mogło być spowodowane tym, że prosił o odroczoną spłatę faktury za usługę z powodu braku wystarczającej ilości pieniędzy. Dopiero zastępczyni Wójta Gminy Sulików Barbarze Dunaj udało się umówić doktor z Grzegorzowa (powiat jaworski). Po trzecie gospodarz tłumaczy, że ta sytuacja to dla niego poniekąd szczęście w nieszczęściu, bo stanowi dowód w sprawie nękania, o które oskarża sołtys wsi i niektórych jej mieszkańców. Jest zdania, że się na niego uwzięli i dręczą go już latami, robiąc nieprawdziwe donosy do różnych instytucji, np. do Urzędu Gminy Sulików czy Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Zgorzelcu. Ma to wynikać z zawiści do niego, bo ma drogie krowy, plantację prawdziwków i nie pochodzi stąd. W związku z tą nagonką leczy się na depresję. Uważa się za dobrego gospodarza, choć na niektóre rzeczy brakuje pieniędzy, ale stara się jak może. O koniu mówi, że go kochał i że to dla niego ogromna strata. Na zarzuty, że martwy koń leżał kilka dni blisko drogi odpowiada, że zostawił go tam, bo tak mu nakazano. Przekazał naszej redakcji kilka zdjęć, które mają mówić o tym, że to człowiek z doświadczeniem i wiedzą oraz że nie zaniedbuje zwierząt. Podczas jednej z interwencji sołtys wsi miało dojść do użycia siły wobec niej, co mężczyzna potwierdził, jednak uważa, że było to poniekąd uzasadnione, ponieważ wtargnięto na jego teren bez zgody.
Co na to Urząd Gminy Sulików?
Sołtys Małej Wsi Górnej Magdalena Maszko-Dziuruń zarzuciła władzom gminy opieszałość w działaniu i ignorowanie skarg na omawianego gospodarza. Poprosiliśmy więc o przedstawienie stanowiska w tej sprawie — odpowiedź poniżej:
Gmina Sulików, w piątek 7 stycznia 2025 r., w godzinach wieczornych, otrzymała informację w sprawie konającego od DWÓCH DNI konia. Barbara Dunaj – Zastępca Wójta wraz z pracownikiem ds. zarzadzania kryzysowego podjęli natychmiastowe działania począwszy od powiadomienia policji, powiatowego zarzadzania kryzysowego, znalezienia lekarza weterynarii, który w godzinach wieczornych mógłby udzielić pomocy weterynaryjnej i określić stan zwierzęcia. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt gmina zapewnia całodobową opiekę weterynaryjną dla zwierząt bezdomnych, czyli zwierząt domowych lub gospodarskich, które uciekły, zabłąkały się lub zostały porzucone przez człowieka, a nie ma możliwości ustalenia ich właściciela lub innej osoby, pod której opieką trwale dotąd pozostawały. W celu zapewnienia opieki takim zwierzętom została zawarta umowa z lekarzem weterynarii. Umowa obejmuje całodobową opiekę weterynaryjną. Koń, którego dotyczyła interwencja nie był zwierzęciem bezdomnym, w świetle zapisów cytowanej wyżej ustawy. W związku z powyższym, lekarz weterynarii, z którym gmina ma podpisaną umowę nie ma obowiązku zapewnienia opieki weterynaryjnej zwierzęciu, które ma właściciela. Niemniej jednak Gmina podejmowała próby znalezienia lekarza weterynarii. Sytuacja ta pokazuje, jak trudno w powiecie zgorzeleckim znaleźć w godzinach wieczornych lekarzy, którzy pełnią całodobową opiekę weterynaryjną, a zakres ich działania obejmuje zwierzęta gospodarskie. Ustawa o ochronie zwierząt przyznaje Wójtowi uprawnienie do wydania z urzędu decyzji i czasowego odebrania zwierzęcia, tylko w ściśle określonych przypadkach, ale zawsze po uzyskaniu informacji od podmiotów wskazanych w ustawie m.in. od Policji, straży gminnej, lekarza weterynarii lub upoważnionego przedstawiciela organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt. Ustawa nie daje podstaw do odebrania przez Wójta zwierzęcia, bez otrzymania informacji od ww. podmiotów.
Reasumując Gmina podjęła szereg działań w związku z otrzymaną interwencją. I to w wyniku tych działań, udało się znaleźć lekarza weterynarii, który w dniu 8 lutego 2025 r., dokonał oceny stanu zwierzęcia. Ze wstępnej opinii uzyskanej na miejscu wynikało, że zwierzę nie było zaniedbane, jednakże wskutek nieszczęśliwego zdarzenia wymagało poddania eutanazji.
Skontaktowaliśmy się również z Powiatowym Inspektoratem Weterynarii w Zgorzelcu z pytaniem o skargi i interwencje u tego gospodarza oraz o wyniki ewentualnych kontroli. Otrzymaliśmy informację, że w związku z ostatnimi wydarzeniami „w okresie od 10 do 14 lutego 2025r. zostały przeprowadzone kontrole interwencyjne w wymienionym przez Panią gospodarstwie”. A ponadto:

Niestety, choć pytaliśmy o to w mailu, nie wyjaśniono nam, jakie konkretnie wyniki dały te kontrole. Skontaktowaliśmy się także z doktor weterynarii, która przyjechała na miejsce i dokonała eutanazji — czy według jej opinii zwierzę wyglądało na zaniedbane.
8.02 dostałam zgłoszenie od władz gminy Sulików, dotyczyło one zalegającego od kilku dni konia. Po przybyciu na miejsce dokonałam eutanazji ze względu na bardzo zły stan kliniczny zwierzęcia (duże cierpienie oraz bardzo małą szansę na poprawę stanu zdrowia). Ogier miał 18lat, był w ogólnej kondycji dobrej. Była to moja pierwsza wizyta u tego właściciela, z mojej wiedzy wynika, że o sytuacji zostały powiadomione odpowiednie organy (w tym Inspekcja Weterynaryjna), które dokonały kontroli dobrostanu.
– wyjaśnia weterynarz, Pani Agnieszka Litwa
Co na to DIOZ?
Działaczka Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt Krystyna Pietruszka nie ukrywa oburzenia tą sprawą. Była na miejscu, jednak jak twierdzi, za późno by zwierzęciu pomóc. Opowiada, że podczas interwencji u tego gospodarza została napadnięta i obrzucona wulgarnymi wyzwiskami. Zarzuca, że teren jest nieogrodzony, zwierzęta są palikowane i zbyt rzadko przestawiane z miejsca na miejsce, bez dostępu do wody i pożywienia. Wnioskowała do PIW o zabezpieczenie konia do sekcji zwłok, jednak ten zarzucał jej nieprawidłowości formalne, źle napisany mail. Uważa, że odpowiedzialne instytucje nie działają jak należy. Jako stowarzyszenie mają skierować sprawę do prokuratury. Jej zdaniem, temu człowiekowi należy odebrać wszystkie zwierzęta.
Gospodarz też chce skierować sprawę do prokuratury — o nękanie i pomówienia. Sołtys wsi złożyła natomiast dwa zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa do Komendy Powiatowej Policji w Zgorzelcu — jedno dotyczy nieodpowiedniej opieki nad zwierzętami, drugie napaści na nią.
Koń ucierpiał w czwartek, weterynarz eutanazji dokonał w sobotę, ciało zwierzęcia usunięto kilka dni później — we wtorek.
Zdjęcia przekazane przez gospodarza:









