Mieszkańcy wsi Mikułowa w gminie Sulików od ponad trzech miesięcy codziennie wychodzą na peron swojej stacji kolejowej. Protestują przeciwko likwidacji przystanku PKP, do której doszło w grudniu 2025 roku. Pociągi nadal przejeżdżają przez miejscowość, ale nie zatrzymują się, co – jak podkreślają mieszkańcy – prowadzi do ich wykluczenia komunikacyjnego.
W czwartek protest przeniósł się przed budynek starostwa powiatowego w Zgorzelcu. Mieszkańcy chcieli w ten sposób zwrócić uwagę samorządowców na swoją sytuację – tym bardziej, że tego dnia odbywała się sesja rady powiatu zgorzeleckiego.
– W naszej miejscowości nie ma ani sklepu, ani szkoły, ani ośrodka zdrowia. Są takie miejsca jak Mikułowa Stacja, Mikułowa Rozdzielnia czy Mikułowa Mleczarnia, gdzie kolej jest jedynym oknem na świat – mówi Konrad Lula, członek rady sołeckiej wsi Mikułowa. – Na stacji mieszkają emerytowani kolejarze, którzy przepracowali tu po 40 lat. Dziś zostali wykluczeni komunikacyjnie. Nie mają samochodów, są zależni od sąsiadów, którzy robią im zakupy i wożą do lekarza.
Szczególnie trudna jest sytuacja osób starszych oraz młodzieży. Jak podkreślają mieszkańcy, w kierunku Zgorzelca kursują jeszcze pojedyncze busy, ale w stronę Lubania – gdzie wielu z nich ma przypisane ośrodki zdrowia – nie ma żadnego połączenia.
– Młodzież ma problem z dojazdem do szkół, starsi z dostępem do lekarza. Autobus szkolny kursuje tylko wcześnie rano i wyłącznie w czasie roku szkolnego. W wakacje zostajemy praktycznie odcięci – dodaje Lula.
Argument o bliskości innej stacji kolejowej mieszkańcy uznają za nietrafiony. – Mówią, że mamy dwa kilometry do kolejnej stacji, ale to jest odległość liczona po torach. Drogą asfaltową to nawet sześć kilometrów – zaznacza. – Bez tej stacji jest nam po prostu ciężko. To nie jest protest na pokaz – protestujemy codziennie od 102 dni, w każdą pogodę, nie poddajemy się.
Protest pod starostwem przyniósł efekt. Temat Mikułowej pojawił się podczas dzisiejszej sesji rady powiatu. Głos w sprawie zabrała radna Urszula Ciupak. Wskazała, że ci ludzie mają realny problem. Wieś nie może być wykluczona komunikacyjnie, chyba że zostanie zapewniona alternatywa, na przykład w postaci busa.
Zaangażowany w sprawę radny powiatowy Radosław Rodziewicz, pochodzący z Mikułowej, przyznaje, że sytuacja jest trudna do zrozumienia. Jak zaznacza, pojawiają się informacje, że konieczna jest modernizacja torów, która mogłaby w przyszłości umożliwić przywrócenie zatrzymań pociągów w tej miejscowości. Proponuje jednak rozwiązanie tymczasowe. – Jeśli modernizacja jest niezbędna, to na czas prac pociągi mogłyby mieć skrócone relacje. Połączeń jest dużo i kursują często. Starostwo powinno naciskać i aktywnie wspierać mieszkańców w ich postulatach – podkreśla.
Mieszkańcy domagają się przywrócenia zatrzymań pociągów w Mikułowej oraz utworzenia przystanku „na żądanie”. Zapowiadają, że nie zakończą protestu, dopóki ich postulaty nie zostaną spełnione, bo – jak podkreślają – nie widzą innego wyjścia z tej sytuacji. Dzisiejsza manifestacja miała spokojny przebieg, była zabezpieczana przez policję, a pracownicy starostwa wyszli do protestujących, oferując im ciepłe napoje.










